wtorek, 23 lutego 2016

Opowieści z prawego kubełka #2 Pasja od dziecka.

Nie wyobrażam sobie aby mogło jej ich zabraknąć w moim życiu..

Fot.Marta Grzybowska


Rajdy, moja pasja od dziecka, towarzyszyła mi od najmłodszych lat, nie wyobrażam sobie aby mogły zniknąć z mojego życia. Odkąd sięga moja młoda pamięć, już jako dziecko uczęszczałem z tatą na imprezy rajdowe. To na nich głównie się wychowałem oraz zaraziłem miłością do głośnych potężnych samochodów rajdowych pędzących po trasie górskiego rally sprintu pod Nawrę czy też odcinków rajdu Nowomiejskiego. Oczywiście, okoliczne imprezy rajdowe nie były jedynymi, które moje oczy miały okazję ujrzeć w latach dziecięcych. Jestem ostatkiem społeczeństwa rajdowego, które miało jeszcze zaszczyt dojrzeć weteranów rajdów takich jak Leszek Kuzaj na rajdowych odcinkach mistrzostw Polski. To w towarzystwie mojego taty oraz dziadka zostałem pochłonięty na bardzo długie lata przez ten sport ekstremalny. Od młodego kibica rajdowego aż do momentu w którym smakuję adrenaliny siedząc obok kierowcy rajdowego.


I choć ciężko to zrozumieć, zawsze w młodych latach marzyłem aby być kierowcą rajdówki, nie wiedziałem wtedy, że obok kierowcy zasiada pilot. W rajdach najważniejszy był dla mnie hałas rajdówki, która miała się tuż za moment do mnie zbliżyć wyjeżdżając z zakrytego drzewami zakrętu. Moment, w którym słyszałem zbliżające się auto rajdowe zawsze odczuwałem lęk, gdyż nigdy nie wiedziałem co się wydarzy i jak zakręt który oglądam zostanie pokonany przez kierowcę i jego samochód. Było to najpiękniejsze z odczuć jakie mi towarzyszyło do wieku 12lat. Zawsze, gdy chciałem poczuć się jak jeden z nich, podkradałem kask z motocykla dziadka i "upalałem" okoliczną drogę do ogródka babci swoim najszybszym,wiernym składakiem koloru różowego. Ja byłem kierowcą, zaś mój dziadek serwisantem. gdy spadł łańcuch, bądź też opona przeżyła swoje lata świetności i wymagała wymiany, dziadek był złotą rączką w sprawach związaną z naprawą roweru. Taka zabawa zastępowała mi filmiki z YouTube oraz pozwalała zabić czas między rajdowy, który naprawdę trzeba wykorzystywać jak najlepiej. W tamtych latach ten czas był niechcianym oczekiwaniem na kolejny rajd. Gdy mój dom powitał telewizor w którym był kanał z EuroSportem wszystko się zmieniło. Dowiedziałem się kim jest Colin McRae, który znajdował się na honorowym miejscu w moim folderze przeznaczony na gry komputerowe . Nocą w towarzystwie taty podziwiałem piękne odcinki Finlandii widząc latające Focusy i inne najcudniejsze samochody WRC podczas transmisji z Rajdowych Mistrzostw Świata. Moje beztroskie życie było napełnione miłością do samochodów, a widok auta rajdowego, które mnie mijało podczas spacerów, napełniało mnie fantazją oraz wyobrażeniami jak ta rajdówka pokonuje zakręty odcinków specjalnych. ekscytacja ta do dziś jest zawsze większa od widoku egzotycznych aut, które również miałem okazję zobaczyć. Mam tu na myśli super auta wykonane przez Włoskie Ferrari czy Lamborghini. Jako dziecko nie miałem pojęcia kto się porusza rajdówkami po okolicy, dopiero od kilku lat znam większość nazwisk kierowców rajdowych z okolic, z wieloma miałem okazję wspólnie wystartować.  Wszystkie moje odczucia, wrażenia, emocje, które niegdyś sprawiały mi frajdę i dawały mi szczęście, nie są w stanie dorównać emocjom, które są odczuwalne siedząc obok kierowcy rajdowego. Mimo tego, wspomnienia związane z oglądaniem aut rajdowych są najpiękniejszymi z młodych lat. Rajdy na Nawrze zawsze będą dla mnie wyjątkowe. To tam wszystko się zaczęło. Nigdy nie zapomnę wrzasku "ściery" "Forda Sierry" P.Mariana Genstwy taty Michała startującego w RallyCrossie. Ten dźwięk był dla mnie najpiękniejszym dźwiękiem słyszalnym w tych latach. I gdy wybierałem się z dziadkiem Św. Pamięci Ryszardem na spacery po okolicy, zawsze mijałem podwórze, gdzie owa sierra stała. Kochałem ten moment kiedy obok niej przechodziłem. Przechodząc wyobrażałem sobie naszą "Patelnię" na Nawrze i Forda, który pokonuje te zakręty. Pewnego dnia dziadek w końcu dostrzegł moje zainteresowanie i zabrał mnie na to podwórze, gdzie stała ona. Piękna, Biała. Jej niedoskonałości nadawały jej charakteru, a w moim wieku z umysłem pełnym fantazji, każde wgniecenie czy rysa miała swoją historię. Bardzo się bałem do niej podejść, ale gdy nastał ten moment czułem się jakbym wygrał swój pierwszy rajd. Dziecko w tym wieku jest naprawdę ciekawe świata, a mój świat zacieśniał się tylko do rajdów.  Wiele moich historii z dzieciństwa zataczało krąg na podwórku, gdzie mieszkali dziadkowie. To również w ich domu podczas rodzinnych odwiedzin dowiedziałem się o śmierci Mistrza Polski Janusza Kuliga. Wygrzewałem się wtedy przy piecu i gdy podano informajcę w wieczornych wiadomościach nie byłem nawet świadomy kim był. Jeego wspaniałą historię poznałem w momencie gdy internet był już normą każdej pracowni komputerowej oraz domu. wtedy miałem okazję poznać jego wspaniałą historię, która spowodowała, że stał się on numerem jeden pośród, moich autorytetów. Historii z życia dziecka kochającego rajdy mam wiele, jedną z nich jest dzień, w którym wybrałem się z dziadkiem na Górski Super Spirnt pod Nawrę, który jak się okazało był tego dnia rozgrywany na odcinku za Nawrą, gdyż rajd był podzielony na dwa etapy (jeden etap to jeden dzień), a runda z trasą, którą tak bardzo lubiłem odbywała się dzień później. Mój zawód na twarzy był naprawdę nie do opisania, lecz następnego dnia wszystko się zmieniło w szczęście, ponieważ mogłem oglądać rajdowe potwory na Górskim Rally Sprincie. Czar moich rajdowych przeżyć z dziadkiem się skończył w 2013roku. Ryszard Patalon zwany przeze mnie "dziadzią" odszedł i nie miał okazji ujrzeć mnie zasiadającego w aucie rajdowym podczas jakiegokolwiek rajdu, w którym startowałem. 




Rajdy są dobrze znanym sportem przez moją rodzinę. Wiele osób przyczyniło się abym je poznał. Nikt mnie nie zmuszał, nikt nie prosił. Wszystko wyszło samo, poprzez bieganie przez pola aby dotrzeć na odcinek i ujrzeć na kilka sekund pędzącą rajdówkę, a następnie taplać się w kłębach kurzu szutrowego odcinka.  W tych momentach towarzyszył mi mój kompan od dziecka, potocznie zwany przeze mnie Tatą. I choć imię nosi Karol, mój tata zapoczątkował moje rajdowe życie, a gdy już obrałem swoją drogę rajdową, pojechał za mną 200 kilometrów aby mi towarzyszyć na moim pierwszym rajdzie w życiu. Jego osoba jest w moim życiu naprawdę wyjątkowa i nie tylko ze względu na to, że jest moim ojcem, lecz dlatego, iż dzielimy wspólną pasję, wiele się od niego uczę, to też jestem mu wdzięczny, że wolał ze mną stać i oglądać rallysprint na autodromie zamiast kibicować Kubicy w F1 przed telewizorem. Teraz już nie jeździmy wspólnie na rajdy, gdyż każdy rajd jaki jest w okolicy jest zapisany w moim kalendarzu jako "biorę udział". Pokochał Motocykle. Dźwięk jego pięknej Hondy Shadow towarzyszy mu podczas wycieczek na zloty i tam czuje się najlepiej, w gronie zapaleńców i miłośników tych maszyn. I choć nasze drogi się rozeszły podczas wspólnego kibicowania, zawsze uwielbiam odpisywać mu na zapytania o wyniki oraz jak było. Uwierzcie mi. Rajdy to sport który wrasta w serce. 


Więc jeżeli ktoś łudzi się nad pytaniem "Co ty widzisz w tych rajdach?" Odpowiem krótko.
- Widzę całe moje życie, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.  



To jest rajdowy numer, rajdowy klimat
zapnij szelki, system gaśniczy, naba, kubełki,
klatka choć nie ta znana z MMA to równie mocna
jedziemy pól Polski by na polu postać
Szacunek od nas dla załóg, dla mechaników
dla ludzi z pasja. Szaleństwo jak leci Kramar Astra
szyba wybita maska bo puscily spinki
Janecki bokiem, piekło tu robi Virnik.
Z kamienic lecą tynki jak strzela misiek Tomka.
Samochodowe rajdy - na cale życie korba!
Zapakowana torba, flagi, bannery, aparaty
każdy chce mieć suweniry jak wróci do chaty
Rajdowe klimaty to środek nocy w śniegu po pas
żeby zobaczyć ten żywy ogień z tarcz
Rajdowe trofea: zderzaki, złamane felgi
Najlepiej smakują do piwa z rajdu opowieści..




Za początek zapoznania się z rajdową rodziną zwaną Automobilklubem Nowomiejskim był odpowiedzialny Sławek, który jest moim wujkiem. Zaczęło się to podczas jednej z edycji rajdu Nowomiejskiego. Zapisałem się do klubu i tam zacząłem swoją bardzo fajną pracę w roli asystenta sędziego. Robiłem proste rzeczy, które sprawiały mi frajdę. I choć zniknęła wtedy magia obserwacji aut, miałem okazję aby zapoznać się bliżej z tym sportem oraz panującymi tam zasadami i żyjącymi w tym świecie ludźmi. Pierwsza styczność z kartami drogowymi nastąpiła właśnie w tym etapie mojej rajdowej przygody. Zapoznałem się wtedy ze strefami PKC oraz systemem panującym podczas rajdów. Mam tu na myśli etapy działań podczas przybycia na rajd. Zacząwszy od odbioru administracyjnego a skończywszy na publikacji oficjalnej listy wyników i wręczeniu nagród dla zwycięzców. Również zasmakowałem systemu zabezpieczeń odcinka i zrozumiałem, gdzie stając na odcinku zmniejszymy zagrożenie niebezpieczeństwa. Wszystko związane z rajdami naprawdę nabrało znaczenia, a każdy etap przygotowania odcinka nie jest mi obcy. W towarzystwie wujka oraz taty również podróżowałem na odcinki Rajdu Polski, aby podziwiać mistrzów zmagających się na Mazurskich szutrowych odcinkach specjalnych. To On również przyczynił się do spełnienia mojego największego marzenia, czyli wspólnego przejazdu ze Zbigniewem Staniszewskim po autodromie. Jego obecność na odcinkach specjalnych rajdów zorganizowany przez klub do którego obaj należymy bardzo mnie motywuje. 


Jest wiele historii, które zapamiętam na wieki, kawałeczek po kawałeczku będę je opisywał w serii Opowieści z prawego kubełka. Seria będzie powstawać raz w miesiącu.  






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz